31
Sty-2011

The Australian Pink Floyd Show – Hala Globus, Lublin, 28.01.2011

PINK FLOYD’S GREATEST HITS WORLD TOUR 2011

Czwarty raz w Polsce i po raz pierwszy w Lublinie. The Australian Pink Floyd Show zaczęli trasę 2011 w Rzeszowie a w ubiegły piątek zagrali w Hali Globus. I bardzo dobrze, że tak się stało, bo chyba nie zdecydowałbym się na dalszą podróż (jak w 2008) aby ich zobaczyć.
Zaczęli od „Shine On Your Crazy Diamond”. W fosie usłyszałem jeszcze „Welcome To The Machine” i „Take It Back”. Kiedy opuszczaliśmy rejon pod sceną z głośników popłynęły dźwięki „See Emily Play”. W pierwszej części jeszcze (wymieniam z pamięci więc mogę coś pominąć) „Sorrow” (piękne światła), „Learning To Fly”, „What Do You Want From Me” i „Dogs”. Po krótkiej przerwie przyszedł czas na innowację w postaci wizualizacji 3D. Na pierszy ogień kompozycje z najlepiej sprzedającej się płyty Pink Floyd w historii: „Speak To Me”, „Breathe”, „On The Run” „Time / Breathe (reprise)” i „The Great Gig In The Sky”. Pojawiło się jeszcze „Money”, ale wcześniej największe zaskoczenie wieczoru – „Careful With That Axe, Eugene” (czy też może „Come In Number 51 , Your Time Is Up” – sekwencje eksplozji ewidentnie zawiązywały do finałowej sceny filmu „Zabriskie Point”). Końcówka niemal klasycznie floydowska (z czasów po ’87) – „The Happiest Days Of Our Lives” / „Another Brick In The Wall Part Two”, „Wish You Were Here”. Kangur wyskoczył na scenę w trakcie „One Of These Days” (tu przez moment poczułem bliskość oryginału – nikt nie śpiewał).  „Comfortably Numb” zwiastowało koniec. Koncert zakończył „Run Like Hell”, zresztą to wcale nie powinno dziwić.
Tyle o repertuarze. Jeśli coś pominąłem przepraszam, pamięć już nie ta (a nie notuję już od 7 lat :)).

Wszystkie utwory znam na pamięć. Słuchałem je setki razy a jednak doświadczenie ich na żywo jest wciąż rzeczą wyjątkową. Czy warto zatem wybrać się na koncert TAPFS? Jeśli ktoś lubi fajne show – jak najbardziej. Jeśli ktoś kocha Pink Floyd może to być dobra namiastka, na występ oryginalnego składu nie ma już szans.
Jednak przez cały czas towarzyszyła mi świadomość, że to kopia. Szczególnie kiedy śpiewał nowy wokalista (nie wnikam od kiedy jest w zespole, w Katowicach w 2008 go nie było). Moim zadaniem to najsłabszy element tego zgrupowania.

Nigdy nie miałem okazji widzieć Pink Floyd. Ale widziałem koncerty Rogera Watersa, Davida Gilmoura (z Rickiem Wrightem) i TAPFS. Poziom emocji związanych z odbiorem tych trzech występów był kolosalnie odmienny. Na korzyść dwóch pierwszych rzecz jasna.

Słyszałem kilkukrotnie zdanie „grają Pink Floyd lepiej niż oryginał”. Moim zdaniem jest ono mocno przesadzone…

 

P.S. Dziękuję Marcinowi za „eskę”!

0

 likes / 2 Komentarze
Poleć ten post: