A miało być tak pięknie… Z Luxtorpedy zrezygnowałem. Wiedziałem, że koncert będzie w dechę ale światło takie nie było. Wolałem nie psuć sobie wrażeń z Kostrzyna. Fakt ten jednak spowodował, iż odeszła mi ochota na focenie. Do Graffiti poszedłem „bez koncepcji”. I ta nie pojawiła się do końca wieczoru. Czułem, że używam aparatu z poczucia obowiązku. Nie tak wyobrażałem sobie powrót na Piłsudskiego po wakacyjnej przerwie. Cóż, może następnym razem będzie lepiej. A może po prostu w końcu się wyśpię. Zażywanie przyjemności objęć Morfeusza po trzy godziny na dobę nie służy ochocie na cokolwiek…
W galerii dziś mały eksperyment. Zdjęcia są tknięte znacznie bardziej niż dotychczas. Z jednej strony ciekaw jestem odbioru, z drugiej – mała odmiana od powtarzalnych obrazków z Graffiti. Nie sądzę jednak, że podobne ingerencje zagoszczą tu na stałe. O ile fotografowanie jest dużą frajdą, to post-processing zdecydowanie nie. Dlatego raczej pozostanę przy standardowych, minimalnych korekcjach kadrowania, kontrastu, łajt balansu i nasycenia. Sam się zastanawiam jak starczyło mi dziś cierpliwości. Cóż, znów się nie wyśpię…
A teraz idźcie do Diabła!!!


















































Zdjęcia jak zwykle bardzo klasowe, ale jednak wolę mniej obrabiane wersje dzieł Roberta Grablewskiego :)
Po chwili namysłu stwierdzam, że też wolę po staremu. Dzięki!