Do trzech razy sztuka. Nie było mnie w Lublinie podczas pierwszego dnia festiwalu Electric Nights, ale dojechałem do Warszawy. Trzeci (i z pewnością ostatni) koncert Riverside w tym roku. Atmosfera może nie tak podniosła jak w Stodole, scena nie tak ogromna jak w Kostrzynie, koncert jednak smakowity. Po raz kolejny zespół potwierdził swoją klasę. Czego się zresztą spodziewałem.
Przed Riverside zagrała młodzież z Disperse. Czekam na nową płytę. I lepsze światło następnym razem ;)
Udało mi się również, choć zwykle tego nie robię, zarejestrować kilka ruchomych obrazków z ilustracją dźwiękową. Nie spodziewajcie się jednak cudów. Telefony komórkowe nie są najlepszym narzędziem do filmowania a moja ręka nie jest wyposażona w stabilizację :P Dla wytrwałych:
Kaprysy korpusu coraz mocniej utwierdzają mnie w przekonaniu o konieczności podjęcia kroków zaradczych. Jak mówiła Ewa 1: na każdego przyjdzie jego kolej…
I moja ulubiona fota jako pierwsza :D :D :D Ogólnie mega i koncert i atmosfera i foty! :* aaa filmik może być, fonia daje radę, z wizją już nieco gorzej ;)