Closterkeller – Graffiti, Lublin, 04.12.2011

Kolejny zniechęcający wieczór w Graffiti. Nie ze względu na koncert. Ten jak zwykle udany. Wiosenny zakup sprzętu chyba mniej.

Chwilami mam ochotę sprawdzić wytrzymałość magnezowego korpusu na regularne uderzanie nim o ścianę. Stara trzysetka wypoczęła już w torbie wystarczająco długo. Czas na sanatorium na Postępu. Inaczej nowa może nie wyjść cało z następnego napadu irytacji użytkownika…

Przypomniałem sobie dlaczego 18-70 nie chodził ze mną na koncerty. Więcej nie pójdzie. A po ilu koncertach można mieć nadzieję, że dym w klubie się skończy?

Skomentuj